2007-11-19 21:28:20 >> Raz tak a raz siak

Nie wiem co się stało ale wzięło mnie na notkę, może to ślub Żanety i Grześka z "Na wspólnej" spowodował ze zaczęłam sie zastanawiac nad czymś takim co nazywa sie prawdziwa miłość na całe życie.
Z jednej strony kazda dziewczyna marzy o dniu kiedy będzie tą najpiękniejszą, najaśniejszą i najwspanialszą gwiazdą, choćby miała to byc tylko jedna noc. Te setki osób wpatrzone w każdy jej ruch, gest, wsłuchiwanie w słowa kiedy wypowiada przysięge małżeńską " I cię nie opuszcze aż do śmierci"
Stres, pierwszy taniec, błyszcząca obrączka, biala długa suknia.
Lecz z drugiej ta bajka trwa tylko jedna noc... a potem jest normalne życie. Co prawda kiedys brało sie śluby i małżeństwa były ze sobą do konca swoich dni. Niestety dzisiejszy świat się zmienił, ludzie ciągle poszukują przygód, chcą czegoś nowego a nie życie z jedną osobą do końca .
Wychodzi na to że nie oplaca się na dłuzszą mete angażowac w jakiś związek, tymbardziej jeżeli juz na starcie ciężko się dogadac, jest coraz więcej wad niż zalat, złych chwil niż dobrych.
I zastanawiam się tak czy ja kiedykolwiek będę miała okazje stanąć przed ołtarzem w białej sukni i z uśmiechem powiedzieć " I ślubuję Ci miłość, wierność i ze nie opuszczę Cię aż do śmierci"...

skomentuj (6)




2007-08-12 23:35:31 >> Here I am once again...

( Miałam piękną notkę ale ją chuj strzelił bo zresetował mi się komputer, więc ta będzie chujowa bo druga taka sama nie wyjdzie.)
Postanowiłam tutaj coś napisać, bo ten blog ma już tyle lat, że chyba nie zasługuje na tak okrutne zapomnienie.
Nie obiecuje, że będę tu pisała codziennie no ale myślę że raz na jakiś czas coś sie tu pojawi.
Co się u mnie działo? Hmm dośc dużo. Wiele zwątpień, rozstań, kryzysów, zapominania o tym co było, nowych przyjaźni, powrotów, radości, smutku, łez i uśmiechów.
Wiem jednak jedno, ze decyzje podejmowane pod wpływem impulsu i odruchu serca niezawsze konczą sie tak jak byśmy chcieli. Czasami trzeba pokierowac sie rozumem. Człowiek sam stwarza sobie problemy bo ciągle chce więcej i więcej. Sama dochodze do wniosku że ja ciągle czegoś załuje. To strasznie smutne, że siedzi się i załuje sie połowy rzeczy ze swojego krótkiego życia.
Co teraz u mnie? W zasadzie nic ciekawego, jak zwykle. Raz dobrze, raz średnio a raz wybitnie chujowo, że chce sie walnąć to wszystko i uciec daleko.
Ciesze sie wakacjami bo zbliżaja sie ku końcowi a martwie się tysiącami rzeczy, które niestety czasami przerastają.
Jak wakacje? No własnie, zawsze moglyby być lepsze i dłuższe. Jak pomyśle sobie o szkole przechodzą mnie takie dziwne ciarki po plecach. Skoro ledwo zdałam z matmy w pierwszej klasie to jak poradze sobie w 2 , gdzie jest najwięcej materiału to zrobienia?! No własnie, już to widze. Mam w związku z tym mnóóstwo postanowień, które zreszta jak zawsze pewnie strzeli coś już w pażdzierniku... Hmm no może w listopadzie.
Mianowicie: będę chodzić na korki kiedy nie bede czegos rozumiała z przedmiotów ścisłych a nie dopiero kiedy będę miała tydzien do poprawy ocen.
Bede sie uczyc słówek z ruskiego i angielskiego, czego poprostu nie znoszę.
Zaczne przykładac sie do biologii, bo chyba bede zdawac z niej maturę.
Oczywiscie bede czytac sumiennie lektury i przygotowywac sie na polski.
Z pracami domowymi to róźnie bywa, wiec nie bede pisac ze zawsze bede odrabiac bo to nigdy nie wypali, skoro zawsze mozna spisac co-nie-co przed lekcją niż męczyć się godzinę w domu.
Nienawidze końca wakcji porpsotu nienawidze :( I nadchodzacej zimy i jesieni też.
No ale skończmy się dołowac.
Mam dzisiaj ogólnie małego doła i czuje sie dość niekochana wiec nie bedę sie roczulac, lepiej napisze cos jak bede miała fantastyczny humorek. Miejmy nadzieje ze nastapi to jutro, chociaz moja intuicja podpowiada mi cos innego.
Oczywiscie pozdrawiam wszystkim bliskich mi ludzi. Zdaję sobie sprawe ze pewnie nikt tu już nie wchodzi, no ale i tak licze na jakies komentarze :)
Życze udanego końca wakacji :)
skomentuj (3)




2007-02-26 17:04:44 >> Sobota= choroba ;/

Cale plany na weekend chuj strzelił. Juz w sobote czułam ze "coś mnie bierze". Wbrew reklamie nie wziełam rutinoskorbinu i to mógł być błąd, a nawet wielki błąd. Bo w niedziele o 4 nad ranem obudziłam sie juz z gorączką. Myslałam ze łeb mi ekspoduje od tego gorąca... normalnie czacha dymi. Leżałam wczoraj cały dzien w łozku z szeroko zamkniętymi oczami i modliłam sie o sen. Naszczeście nie majaczyłam jak to mi sie najczęściej zdarza przy gorączce.
Gardło to mi zaraz rozpierdoli... Jiisus sorry za te bluzgi ale jestem wybitnie wkurwiona... Z tej całej złosci obgryzłam wszystkie paznokcie i teraz mam knykcie ;/ walić to...
Mogłabym teraz miec rekolekcje i caly dzien wolny a zamiast tego musze lezec w łózku... Podłosc losu nie zna granic.
Ale bezndziejnie swoja droga sie pisze takimi krótkimi pazurami.
Kończe juz ta notke bo ide sie połozyc, wstałam tylko sprawdzic poczte i looknąc na gadu. Trzymta za mnie kciuki... :(
Pozdrawiam mojego kotka ktory tez jest chory i wszystkich pozostałych :*
skomentuj (3)




2007-02-23 16:28:39 >> Piątek - tygodnia koniec i początek ;)

Aaaaa więc (nie zaczynaj zdania od a więc) wreszcie mamy weekend. Micha w miare ujarana bo dzisiejszy dzień był spoko, a szczerze mówiac spodziwałam sie katastrofy. Spałam u Anety. Wieczorem szukałysmy kapeli na jej wesele i zlewałysmy sie ze zdjęc z nad morza. Poźniej poszłysmy Lulu i obudziłam sie po 6 z cholernym bólem głowy. Najgorsze było to ze nie miałam siły wstac po tabletke. Wkońcu odwazyłam sie wyjsc z ciepłego lózeczka. Połknęłam tabletke i próbowałam usnąć. Ni hujah. Próba nieudana. Poszłam do wanny i mi przeszło (wanna- nalepsze miejsce na wyleczenie bólu głowy). I zaczełam sie dołowac bo czekały na mnie dwie chemie z panią U. Która mnie nienawidzi i wyżywa sie na mnie przy kazdej okazji, wiec zawsze w piatek mam takiego stresa ze mała głowa.
No ale naszczescie tego dnia darła sie na kogos innego, wiec mogłam byc spokojniejsza. Napisałam kartkowke zaległą i naszczescie zaliczyłam bo paly bym nie zniosła na piękny początek semestru. No i robilismy zadania.... Najgorszy moment bo bierze do tablicy na wyrywki.... I zbliża sie do mnie i zbliża i już siedze i myśle " Juz po mnie". Serce mam w piętach i boli mnie brzuch az nagle pani U mówi "Teraz dyktuje zadanie do domu" i już micha ujarana bo mnie nie weźmie. Wyszłam z klasy zadowolona i nie (o dziwo) zrujnowana psychicznie. Potem angielski z praktykanten, dwie nudne matmy (jezu jaki ja jestem matoł z tego przedmiotu ;/), historia naszcescie przełozyli klasówke bo nic nie umiałam. No a potem na obiadku i nowu siedze przed kompem. Niestety głowa mnie znowu zaczyna boleć i jakos trace humor, no ale nie bedzie źle ;)
Napisze cos jutro albo pojutrze bo naszczescie od pon rekolekcje ;)
Bużka dla wszystkich i zapraszam do komentowania ;*
skomentuj (2)




2007-02-21 23:15:27 >> It's a wonderfull, wonderfull life...

Tytuł notki pochodzi z piosenki zespołu Black, ci ktorzy nie znoszą moich klimatów niech lepiej jej nie ściagają bo sie rozczarują.
Czytałam ostatnio moje stare notki i doszłam do wniosku ze teraźniejsze są jakieś smutne i nudne. Nic sie w moim życiu chyba ciekawego nie dzieje i czas to wreszcie zmienić. Nie wiem jeszcze co zrobie i jak, no ale najwazniejsze ze wreszcie do tego doszłam.
Humor ogólnie miałam niezły gdyby nie wymiana zdań z mamą.
(Kocham Cię bardzo ale musze gdzies na ciebie nawrzucać). Wkurzyła mnie niemiłosiernie bo ciagle mnie krytykuje. Nie dosc ze sama z siebie mam wieczne kompleksy to jeszcze ona mnie dołuje :(
Kolejna rzeczą ważna do zastanowienia jest to jaki człowiek jest czasami głupi i zaslepiony. Potrafi trwać w letargu a kiedy wreszcie sie obudzi i mysli " Łot de fak is gołyn on" to jest : chuj bombki strzelił choinki nie budjet...
Lecz jedno w tym wszystkim jest pewne... Człowiek musi sie uczyć na własnych błędach... Musi poprostu musi.
Bo powie ci Antka kobity siostry chłopok i powie ci tez Antka kobity siostry teść i sobie myslisz "Ja nie popełnie tego błedu"... A potem go popłeniasz i jestes własnie w takiej sytuacji jak ja ;)
"Bo nic stałego na swiecie, radość się z troską plecie" fragment moich ulubionych piesni refleksyjnych Kochanowskiego. Mądry facet był z niego naprawdę. A szczerze mowiąc to z moich notatek i interpetacji z polskiego mozna wyciągną wiele niezwykłych wniosków.
Jakos dziwnie jestem optymistycznie nastawiona do świata. Zobaczymy co bedzie jutro przy moich zmiennych humorokach.
Całuje mocno wszystkich bez wyjątku (nawet mame z jej fochem).

skomentuj (3)




2007-02-15 22:58:44 >> So...

Nareszcie skończyły się moje problemy z tym przeklętym (albo i nie) blogiem.
Postanowiłam więcej tutaj pisać... Dostałam ostatnio weny i nawet miałam pmnóstwo pomysłów co by tu napisać. Jednak niestety nie mogłam sie zalogowac i przez to całe to zamieszanie. Moją wena poszła się...
Minęły walentyki, tłusty czwartek itp. Walentynki można zaliczyć do bardzo udanych. To chyba pierwsze, które sprawiły że zapomniałam o bożym świecie. Jak dla mnie mogłyby one być codziennie i nie chodzi tu wcale o żadne porezenty, bo one wcale nie są ważne. Ale o klimat..czule słówka, przytulanie się.
Dzisiaj zrozumiałam ze nawet własna matka mnie nie rozumie. Mówi słowa które sprawiają mi ból.. I tak się czasami zastanawiam czy to przypadkiem ze mną jest coś nie tak? I znowu dół bo nie ma z kim o tym pogadać. I znowu zastanawianie się na pewnymi sprawami.
Czekam na wiosne, moze ona postawi mi na nogi i da mi wreszcie kopa!
skomentuj (2)

 



sunnyflowerblog

ksiega gosci

2007
listopad
sierpień
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec


.: Stronki :.
Fotka
Epuls
Ksawnet
Ś.P Julka

.: Photoblogi :.
Borufka
Juka
Marta
Wena- Devilishsoul
Wena- Diablica 17
Mój

.: Znajomi :.
Juka
Marta
Zuzia
Borufa